Ciekawie o gospodarce i nie tylko. Tu znajdziesz info o tym jak się żyje w Łodzi. Co cieszy a co martwi. Będzie też: O samolotach - bo latają tak wysoko. O tramwajach - bo się tak śmiesznie kiwają na boki. I o pogodzie - bo ja bardzo lubię ładną pogodę.
Liczba gości online: counter statystyka

Start

wtorek, 12 maja 2009
Dziś pękło mi serce dla Łodzi. Nie dla miasta, nie dla ludzi je zamieszkujących ale dla Łodzi rozumianej jako miejsca urodzenia, zbioru ludzi o wysokiej kulturze, prawych i godnie żyjących. Być może za całą sytuację nie odpowiadają łodzianie, być może żaden z nich nie przyłożył do tego ręki, ale każdy komu los tego miasta leży na sercu może tylko usiąść i płakać.

Dziś o godz. 12.03 na łódzkim forum Gazety Wyborczej pojawił się wpis:

Filmik z rozgrzewki kiboli Widzewa (rzekomo)

Autor: Gość: M. IP: 217.98.64.* 12.05.09, 12:03
www.youtube.com/watch?v=ZPAvBk9qjiU


Zajrzałem i obejrzałem. Sam filmik nie jest drastyczny. O nie. Ot po prostu wygląda na szkolną imprezę tylko, że zmanipulowano dźwięk. I społeczność owej szkoły zamiast w takt własnej muzyki podskakuje do stadionowej przyśpiewki Widzewa. Jak skomentowali ten materiał internauci?

Oto kilka "próbek":
padłem xD
jebać żydzew! TYLKO ŁKS

padłem na ryj :D haha :D Piekary Śląskie KSG
jebać żydo smrodów ! :D

hahaha żydzew :D żydzi żydzi inwalidzi :D

...Hahaha ...beka na maxa ...Zapadła decyzja o przesiedleniu z getta ŁÓDZ -Widzew do miejscowosci wypoczynkowej Treblinka ...Jadą -jak minister Wiechecki na wyjazd ..Hahahah -Brawo Łks ..swietny film

Ale beka ...Zydki skacza jak na Umschlagplatz-juz wiem skad Widzew czerpie Inspiracje dla Młyna.Hahahaha ..skakac zydy skakac

WASZYM Domem Auschwitz Jest !
Cała Polska O Tym Wie !
Że czerwona armia Ta !
To Żydowska Gromada ! !!
Lalalalalalalalalalalalala...!

Przepraszam, że robię tym degeneratom reklamę, ale musiałem się komuś wyżalić. Poprosiłem YouTube o zablokowanie komentarzy, a najlepiej usunięcie materiału skoro wywołuje tak chore myśli u internautów. Autorzy powyżej cytowanych wpisów osiągnęli u mnie absolutne dno. Przecież to pewnie są ludzie, których spotykamy na co dzień w sklepach, autobusach, kinach, w pracy. Bardzo proszę swoich czytelników. Nigdy widząc coś takiego nie bądźcie obojętni. Nawet jeśli jesteśmy zbyt młodzi by pamiętać minione zbrodnie to nie wolno nam patrzeć obojętnie...
czwartek, 07 maja 2009

Łodzianina w Łodzi niewiele jest w stanie zadziwić. Do niechlubnych wyjątków należy łódzkie lotnisko. AirportLodz to zresztą przypadek szczególny. Dla jednych to symbol przemian od pastwiska do lotniska, a dla innych przykład utopionych pieniędzy i fatalnego zarządzania.

Kilka dni temu przedstawiciele lotniska gościli w telewizji Toya. Wiceprezes Wojciech Łaszkiewicz i reprezentujące Rade Nadzorczą Stefan Krajewski z pewnością dali się poznać jako ludzie wierzący. Nikt z widzów nie miał chyba wątpliwości, że zarządzają lotniskiem z ogromną pasją i oddaniem. Ich entuzjazm sprawił, że niemal uwierzyłem w prognozy futurystycznych zysków lotniska i całego województwa. Ale potem gdy audycja się skończyła radosne uniesienie zaczęło opadać. A gdy przejrzałem najnowsze dane Urzędu Lotnictwa Cywilnego zdałem sobie sprawę, że władze lotniska owszem są niezłe ale w hipnozie a nie zarządzaniu międzynarodowym portem.

Nikt komu zależy na rozwoju miast nie neguje potrzeby istnienia w Łodzi lotniska. Każdy kto odpowiadał w życiu za jakiekolwiek pieniądze zastanawia się natomiast czy obecna ekipa nadaje się do tego by w najbliższych latach wydać 500 mln złotych! Akurat do wydawania pieniędzy to obecny zarząd nadaje się doskonale, chodzi raczej czy te pieniądze przyniosą spodziewane efekty. Wątpliwości biorą się stąd, że wiara członków zarządu w sukces lotniska to nie to samo co sprawne nim zarządzanie.

Przyjmijmy jednak na chwilę, że wiara zdolna jest przenosić góry. Oto w co wierzono na lotnisku:

„W 2008 roku obsłużymy 360 – 365 tys. pasażerów” – Wojciech Łaszkiewicz, wiceprezes lotniska.

Fakty: W 2008 łódzkie lotnisko obsłużyło 341 tys. (dane Urzędu Lotnictwa Cywilnego)

Styczeń 2009:

„W 2009 roku chcemy przekroczyć magiczną liczbę 400 tys., a jeśli kryzys nie przeszkodzi to może uda się osiągnąć 500 tys.”

Kwiecień 2009:

„Liczba pasażerów zmniejszy się o 70 tys. w porównaniu z 340 tys. osób w 2008 roku”

Jak widać w ciągu czterech miesięcy plany lotniska zubożały o bagatela 230 tys. pasażerów!

Przypomnijmy sobie też, że według prezesa lotniska Leszka Krawczyk aby port był w stanie na siebie zarabiać powinien obsługiwać nie 100, 200 czy nawet 400 tysięcy, ale przynajmniej 1,2 mln pasażerów.

Jakby tego było mało to łódzkie lotnisko skutecznie chce wykluczyć się ze starań o włączenie do Traneuropejskiej Sieci Transportowej (TEN-T). Dziś jest w niej osiem polskich lotnisk, ale nie Łódź. Furtka do renegcjocji listy polskich lotnisk w TEN-T otwiera się raz na pięc lat, a najbliższy termin UE wyznaczyła na 2010 rok. Aby korzystać z dodatkowych pieniędzy trzeba spełniać określone wymogi np. dot. liczby pasażerów. Jeśli łódzkiemu lotnisku uda się uciułać około 300 tys. pasażerów to będzie mogło się ubiegać o wpisanie do TEN-T, a konkretnie do kategorii:
Regionalne punkty wezlowe i punkty dostepu. Brzmi to nawet nieźle, ale to napradę najniższa możliwa kategoria. "Regionalne punkty  ulatwiaja korzystanie z sieci i zapewniaja komunikacje z peryferyjnymi i niedostepnymi regionami." Czy chcemy  by w ten sposób definiowano Łódź? Poza tym do tej najniższej kategorii nie planuje się doprowadzania szybkiej koleji itp. Skutki pozostania poza listą są już teraz opłakane. Poza pieniędzmi z TEN-T, łódzkie lotnisko nie dostaje też ani grosza z programu "Infrastruktura i Środowisko".

A pomyśleć, że według statystyk liczba pasażerów na łódzkim lotnisku wzrosła o niemal 5000 procent! (porównując rok 2007 z 2004). Tak duże liczby to efekt odbiajania się od dna. Dziś udział portu im. Władysława Reymonta w krajowej obsłudze pasażerów to 2,08 procent. Gorsze wyniki mają tylko Szczecin, Bydgoszcz, Rzeszów i Zielona Góra.

 

 

 

 

wtorek, 20 stycznia 2009

Łódź odwiedził Rick Todd. Ambasador Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej przyjechał spędził u nas dwa dni. Nie mogłem się powstrzymać by nie zapytać go obecną sytuację gospodarczą. Okazją było spotkanie na terenie Wyższej Szkoły Studiów Międzynarodowych. Na Wyspach pracują tysiące Polaków, w tym łodzian. Jakie są prognozy ambasadora?

Rick Todd:  

Gdy pięć lat temu otwieraliśmy rynek pracy spodziewaliśmy, że przyjedzie do nas dwadzieścia, góra trzydzieści tysięcy ludzi. Nikt nie uważał decyzji o otwarciu granic za coś szczególnie ważnego co będzie miało tak wielkie konsekwencje.  Poza tym od początku byliśmy zdania, że Polska to nasz partner.

Ta fala migracji z Polski i innych krajów była dla niespodzianką. Przyjemną niespodzianką. To pokazało nam jak wiele korzyści daje wolny rynek pracy. Gdy Wielka Brytania była na fali sukcesu mogliśmy gościć wielu utalentowanych ludzi. Teraz gdy jest kryzys mogą oni wrócić do domu. Nie wiemy ilu Polaków jest na Wyspach, tak samo jak nie wiemy ilu jest Francuzów czy Amerykanów. To co wiemy to, że sytuacja w Polsce jest dziś całkiem inna niż kilka lat temu. Jestem przekonany, że zmieniły się warunki życia i zarobki. Naturalnie nadal mam nadzieję, że Wielka Brytania będzie atrakcyjna dla Polaków. Chociaż niestety jestem też  pewien, że w moim kraju wzrośnie bezrobocie. A to będzie miało bardzo duży wpływ na Polaków, bo zmniejszy się liczba możliwości podjęcia pracy.

Jak na ambasadora to wypowiedź wyjątkowo szczera. Ciekawi mnie też ile brytyjskich firm w czasie kryzysu zdecyduje się na naprawdę odważny krok i przeniesie działalność do Polski. Niewątpliwie pierwszy krok w tym kierunku wykonał dziś sam ambasador otwierając w Łodzi nowe centrum biznesowe BPCC DKM Business Point. Jest to punkt informacyjny dla brytyjczyków chcących robić interesy w Polsce (http://bpcc.org.pl/en/content/view/1340/ )

Cóż, w takim razie czekamy i zapraszamy do Łodzi :-)

Tymczasem w Wielkiej Brytanii nie każdy jest tak ugodowy jak ambasador. Według BBC setki brytyjskich związkowców protestują przeciwko zatrudnianiu obcokrajowców z Polski i Hiszpanii przy budowie nowej elektrowni Staythorpe w Newark, w hrabstwie Nottinghamshire. Związkowcy chcą, aby nowo utworzone miejsca pracy dostali Brytyjczycy. Natomiast pomysł zatrudnienia cudzoziemców podczas kryzysu gospodarczego nazywają skandalem.

Firma Dell ogłosiła, że przenosi całość produkcji z zakładów w Limerick do montowni w Łodzi. Ponieważ chodzi o ogromne pieniądze i tysiące miejsc pracy nie zabrakło gorących komentarzy, a dziennikarze obydwu z obydwu miast nie szczędzili sobie kuksańców. Emocje warto jednak odłożyć na bok i bacznie śledzić to co się dzieje w Limerick. Dlaczego? Bo nikt nie twierdzi, że Dell będzie w Łodzi już zawsze. Irlandczycy chcąc czy nie chcąc właśnie piszą nam poradnik na kryzysowe sytuacje.

Rozdział pierwszy - zatrzymaj rodowe srebra

Dell przeniósł montownie. To oznacza, że pracę straciło 1,9 tys. osób. Niewielu wśród nich absolwentów studiów, a tym bardziej informatyków. Z pracą pożegnali się montażyści, czyli ludzie bardzo potrzebni choć niezbyt wykwalifikowani. Teraz ich miejsce zajmą tańsi łodzianie. Cóż skoro w Limerick człowiekowi z wkrętakiem trzeba było płacić 800 euro miesięcznie, a w Łodzi wystarczy dać w porywach 400 euro to każdy normalny przedsiębiorca by się przeniósł. Bo chodzi przecież o coś prostego. Nie ma ryzyka charakterystycznego dla transferu nowoczesnych technologii, że nowi pracownicy coś spaprzą. Oddziały zajmujące się badaniami i marketingiem (czytaj te gdzie płacą naprawdę nieźle i naprawdę zatrudniają ludzi po studiach) zostają w Irlandii. Bilans jest taki, że Limerick straciło 1900 miejsc pracy, ale Irlandia zachowała 2300 najlepszych etatów Della.

Rozdział drugi - kto zwalnia ten płaci

Media lubią tytuły w rodzaju: Ludzie poszli na bruk itp. W Limerick byłem i wiem, że brukowane ulice w przeciwieństwie do Łodzi ciężko tam znaleźć. pracownicy Della nie odejdą tam z niczym. Każdy zatrudniony dostanie odprawę. Zależnie od stażu będzie to równowartość wynagrodzenia za sześć lub nawet pięćdziesiąt dwa tygodnie pracy.

Rozdział trzeci – udawaj ofiarę

Irlandzka ambasada ogłosiła właśnie, że wcale nie torpeduje dotacji, które polski rząd przyznał montowni Della w Polsce. Podobno Irlandczycy mieli donieść na Polaków, że skusiliśmy amerykański koncern subwencjami. Faktycznie gdyby Polska zamiast tanimi kosztami pracy i niezłym kadrami kusiły Della to byłoby bardzo nie fair. Jak można przecież dać jakiemuś koncernowi 200 mln zł tylko za to, że da nowe miejsca pracy i zbuduje nowoczesną montownię. A fe, bardzo nieładnie…

A na serio szkoda, że nie daliśmy więcej, bo wtedy pewnie Dell w całości przeniósłby się do Polski. 200 mln zł od polskiego rządu jest ciosem poniżej pasa? A ponad 300 mln (75 mln funtów), które Dellowi dał rząd irlandzki było ok? O tym czy warto w ten sposób walczyć z bezrobociem nikt się chyba nie zastanawia. Ciekawe, czy w Polsce zrobiono symulacje ile miejsc pracy można by zrobić pompując te 200 mln zł w rozwój małych i średnich firm. Jedno trzeba jednak przyznać, awantura wokół Della niewątpliwie robi Łodzi darmową reklamę. Tylko czy na pewno chcemy być reklamowani jako Ci co mają pracowników za pół darmo?

Rozdział czwarty – nie bądź ofiarą

Fajnie jest się pożalić, że Polacy zabrali nam montownię, ale bez przesady. Irlandczycy już szukają sposobów, jak nam tym zarobić! Właśnie tak. Tamtejsza administracja ma głowę na karku i właśnie zamierza wykroić sobie spory kawałek z liczącego 0,5 miliarda euro tortu. Irlandczycy chcą zasypać UE wnioskami o dofinansowanie na szkolenia i rozwój regionu. No bo przecież jak stracili 1900 miejsc pracy to coś z tym trzeba zrobić. Jak się ma na celowniku pół miliarda euro to faktycznie można przez ambasadę zapewniać, że Irlandia nie ma nic przeciwko by Dell dostał dofinansowanie do polskiego rządu.

Rozdział piąty – licz na siebie

Co by się stało gdyby Dell nie dał odpraw, a pomoc z UE nie nadeszła? Władze Irlandii wolały nie ryzykować. Natychmiast skontaktowano się ze wszystkimi firmami z regionu gdzie Dell dokonał zwolnień. Najpierw okazało się, że zwolnień będzie więcej. Wypowiedzenia dostają bowiem też pracownicy poddostawców Della np. RR Donely. Gdzie RR Donely przenosi produkcję to pytanie retoryczne.

Głównym celem rozmów z innymi firmami było jednak ustalenie planu na kryzys. Każdy miał zdeklarować, kogo potrzebuje, jak zamierza się rozwijać i jak może mu w tym pomóc lokalna administracja. W ten sposób władze dostają wiedzę, gdzie zwolnieni mogą szukać pracy. Wiadomo też na jakie zawody jest zapotrzebowanie i jakie szkolenia warto zaproponować zwolnionym. Nieoczekiwanie ratunek przyszedł ze szkół. Okazało się, że wiele z nich chętnie zatrudni zwolnionych z Dell jako pracowników technicznych do obsługi komputerów właśnie. Tym bardziej, że tamtejsze szkoły są o wiele bardziej skomputeryzowane niż polskie. Jakiej marki komputery wiodą prym w wyposażeniu irlandzkich szkół to też pytanie retoryczne.

Rozdział szósty – uśmiechaj się i patrz Dellowi na ręce

Czy ktoś wie, że Sean Corkery zanim został szefem łódzkiej montowni dostał od Dell 700 tys. euro wolnych od podatków? Sporo kasy. Jak wyliczyli irlandzcy dziennikarze IrishIdependent, Dell w postaci dywidend wytransferował z Irlandii bez podatku 5,4 mln euro. Aby pieniądze były wolne od podatku ich wypłatą zajmowała się spółka zajmująca się badaniami na nowoczesnymi technologiami, bo te właśnie są zwalniane z podatków. Zapewne Dell zadbał by wszystko to było zgodne z prawem i w sumie ma prawo dawać swoim pracownikom tyle pieniędzy ile chce. W Irlandii jednak na pewno ujawnienie tych faktów powoduje spory niesmak. Warto więc na bieżąco śledzić działania Della w Polsce.

Epilog

Łódzkiej montowni Dell życzę jak najlepiej. Oby z czasem wyniósł przy niej ośrodek badawczy, pensje poszły w górę. A inwestor, pracownicy i miasto byli z siebie wzajemnie zadowoleni. I to przez okres dłuższy niż kilka lat.

sobota, 17 stycznia 2009

Autostradą A2 można jeździć już dwa lata i to za darmo. Owa darmowość wynika m.in. z tego, że poza dwoma bezkolizyjnymi pasami w każdą stronę A2 nie oferuje praktycznie nic. Chyba, że brak stacji benzynowych uznamy za dodatkową atrakcję. Dzięki brakowi stacji paliw kierowcy jeżdżący na trasie Poznań - Łódź nieraz mieli okazję zwiedzić okoliczne wioski i miasteczka. Trudno jednak oczekiwać by ta nieoczekiwana promocja regionu zostawiła u kierowców dobre wspomnienia.

Przetargi na budowę stacji trwały dość długo, a rozstrzygnięto je dopiero w grudniu zeszłego roku. Urzędnicy w końcu podpisali 30 letnie umowy:

z firmą Shell na MOPy przy autostradzie A4 - Rzędziwojowice, Młyński Staw, Wirek, Halemba

z firmą Orlen na MOPy przy autostradzie A2 Chrząstów/Chrząstów,  oraz przy autostradzie A4  na MOPy - Wysoka, Góra Św. Anny

z firmą Lotos na MOPy przy autostradzie A2 Police, Łęka, oraz  przy autostradzie A4 na MOPy - Witowice, Oleśnica, Kozłów, Rachowice
 
Za sympatycznym skrótem MOP nie kryje się ani szczotka ani posterunek Milicji Obywatelskiej tylko fachowo opisane: Miejsce Obsługi Podróżnych. Łodzian najbardziej interesował przetarg na A2, który wygrał Lotos. Firma ma już w styczniu wejść na wyznaczone pod stacje działki. Zatankować będzie można najszybciej za rok. Natomiast w połowie 2010 roku gotowe mają być również miejsca noclegowe.

Gdy tylko rozstrzygnięto przetargi na budowę stacji zaczęły się negocjacje dotyczące tego co przy okazji tankowania będzie można zjeść. Lotos właśnie ogłosił, że przy jego stacjach powstaną restauracje McDonald i jeśli chodzi o MOPy to na razie jest to umowa na wyłączność. Przy A2 powstaną więc restauracje z hamburgerami, oraz dopiero raczkujące w Polsce punkty McCafe (czyli kawa i ciasteczko).

Tak wygląda McCafe we Francji.

piątek, 16 stycznia 2009

Dzisiaj uroczyście otwarto Textorial Park. To nowoczesny biurowiec kl. A o powierzchni 11 600 m2. Wcześniej budynki na Księżym Młynie były magazyny bawełny. Później gdy tekstylne imperium Karola Scheiblera minęło budynki remontowano ale nie było chętnych by ponownie zagospodarować. Jeszcze kilka lat temu najbardziej prawdopodobne było to, że stopniowo rozpadną się one jeden po drugim. Na szczęście dla Łodzi stało się inaczej.

I co ważne w nowej roli owe budynki znów mają służyć bogaceniu się miasta i mieszkańców. Wyjątkowo nie będę się znęcał nad tym, że poza deweloperem i najemcami nikt tam fortuny się nie dorobi. Cóż pracownicy Karola Scheiblera też raczej milionerami się nie stali. Historia na swój sposób zatoczyła w Textorial Parku koło. Kiedyś w przemysłowych budynkach ciężko pracowano za niewielkie pieniądze i dziś też będzie się w nich pracowało za stosunkowo małe pieniądze. Bo współczesne biura, gdzie pracują młodzi ludzie przy najprostszych czynnościach mają w sobie coś z dawnych manufaktur.

To co dziś oferują budynki na Księżym Młynie to jednak jakość nieporównywalna do tego co oferują inne łódzkie biura. Pierwszym budynkiem klasy A był w Łodzi biurowiec Opus Film przy Łąkowej. Kolorowa szklana fasada kryje bardzo nowoczesne wnętrza. Trzeba było kilku lat by w Łodzi powstały kolejne tego typu inwestycje. Textorial Park jest właśnie jedną z nich. Przy okazji warto może wyjaśnić od czego zależy, które biurowce są A, a które B. Otóż klasyfikacja zależy od tego czy patrząc na dany biurowiec nasze usta wypowiedzą  zachwycające "Ach" czy zniesmaczone "Bleeee".

Ok a tak na serio to biurowiec kl. A musi mieć:

1. Doskonała jakość wykończenia wnętrz wraz z wszechstronnym serwisem technicznym;
2. Najlepsza lokalizacja na danym obszarze, z łatwą możliwością dojazdu oraz dobrym dostępem do środków komunikacji miejskiej;
3. Klimatyzacja;
4. Podwieszane sufity;
5. Wysokość pomieszczeń (od podłogi do sufitu) - minimum 2,70 m;
6. Możliwość dowolnej aranżacji wnętrz;
7. Trzy oddzielne okablowania strukturalne dla linii telefonicznych, elektrycznych i systemów komputerowych lub system podnoszonych podłóg;
8. Podwójne szyby niskoemisyjne;
9. Nowoczesne, szybkobieżne windy (maksymalny czas oczekiwania na windę - 30 sekund);
10. Dobrej jakości wykładziny podłogowe oraz wykończenie ścian;
11. W pełni wykończone wnętrza łazienek i kuchni;
12. Niezawodny system telekomunikacyjny;
13. Podwójne zasilanie lub awaryjny system podtrzymywania napięcia;
14. Kontrola wilgotności powietrza;
15. Parking strzeżony z miejscami przeznaczonymi dla najemców;
Źródło: Gabler J., Ceny najmu powierzchni biurowych w Warszawie w latach 2001 i 2002, Warszawa, 2003

Jak się w to wszystko wczytać to okazuję, że to po prostu budynek pozwalający na normalną pracę z klimatyzacją, w którym działają telefony i nie wywala co chwila korków. Gdy uświadomimy sobie, że w Łodzi takie biura dopiero powstają to trudno nie zauważyć mizerii lokalnego rynku. Nie byłbym też sobą gdybym nie wytknął Textorial Parkowi żałośnie małego parkingu. Tylko 240 miejsc oznacza, że budynek spełnia najniższą z możliwych klasyfikacji dla kl. A zarezerwowaną dla biurowców położonych poza centrum.

Podsumowując nawet jeśli ulokowane w biurowcu firmy będą płacić młodym łodzianom max. 2 tys. zł, nawet jeśli nie będzie tam gdzie zaparkować, nawet jeśli to wszystko powstało tylko dzięki podatkowym ulgom strefy ekonomicznej to i tak bardzo się cieszę, że kawałek Łodzi dostał nowe życie.

Jak wygląda nowy biurowiec można zobaczyć tutaj: www.textorial-park.pl

poniedziałek, 12 stycznia 2009

Łódzkie lotnisko jest chyba odporne na kryzys. To dobra wiadomość. Zła jest taka, że regionalny port wydaje się być również "odporny" na rozwój. Skąd takie wnioski? Znamy już wstępne wyniki polskich lotnisk za 2008 rok, które przedstawił serwis pasazer.com Oficjalne liczby przedstawi niebawem Urząd Lotnictwa Cywilnego. Ilu pasażerów obsłużyły lotniska:

Warszawa9 460 594 2,07 %
Kraków2 923 961 -3,89 %
Katowice2 426 942 22,55 %
Gdańsk1 954 166 12,23 %
Wrocław1 486 442 16,97 %
Poznań1 274 500 47,40 %
Łódź339 622 8,73 %
Rzeszów320 585 17,16 %
Szczecin302 468 32,72 %
Bydgoszcz280 182 54,07 %
Zielona Góra5 689 -15,58 %
Łącznie20 775 151 8,37 %

Z powyższego zestawienia dość jasno wyczytać, że liderem to Łódź nie jest. Ale tego też nigdy od tego lotniska nie oczekiwano. Skoro regularne połączenia z zagranicą są dopiero od kilku lat to trudno byśmy przegonili Warszawę, Kraków czy Gdańsk. Mimo to pewien spory niedosyt pozostaje. Aby go zrozumieć warto nieco cofnąć się w czasie...

Dawno dawno temu w odległej galaktyce:
Prezydent Łodzi zapowiada, że w naszym mieście powstanie centrum tanich linii lotniczych. Lotnisko rozpoczyna negocjacje z flagowym przewoźnikiem, czyli Lufthansą.

Styczeń 2008:
Rok temu łódzkie lotnisko zapowiadało, że obsłuży ruch na poziomie 650 tys. pasażerów.

Czerwiec 2008
Nikt jeszcze nie wie o jakimkolwiek kryzysie. Pasażerowie nie mają jeszcze obaw przed wydawaniem pieniędzy. Same linie borykają się jednak z dość wysokimi cenami paliw, choć odbijają sobie to np. w opłatach za bagaż. Tymczasem łódzkie lotnisko powinno mieć już całkiem sporo z owych 650 tys. pasażerów. Ale po sześciu miesiącach ma ledwie 149 tys.

Styczen 2009
Wstępne dane za miniony rok z pasazer.com, zapewne zbliżone do tego co poda ULC. Łódź 339 tys. przewoźników. Jedyne co się rozwinęło to oferta czarterowa. Do wydarzenia roku aspirują parking o utwardzonej nawierzchni dla aut i parking(płyta) dla samolotów. Obydwie inwestycje zresztą bardzo ważne, ale aż dziwne ile powstawały. Co poza tym? Lufthansa lata z sześciu polskich miast. Łódź prawdopodobnie nadal negocjuje...

Można powiedzieć, że tak jak kiedyś niemal wszystkie lotniska miały świetne wyniki tak teraz solidarnie wyhamowały. To jednak nie do końca prawda. Sprawdziłem czy Łódź proporcjonalnie goni czy traci z oczu najbliższe lotnisko, czyli poznańską Ławicę.

Liczby pasażerów w tysiącach. Opracowanie własne na podst. danych ULC i pasazer.com

Jeszcze w 2006 r. te dwa lotniska dzieliło wiele, ale nie była to przepaść. Trzy razy więcej pasażerów w Poznaniu to dużo. Ale dziś oba porty dzieli o wiele więcej. Łodzianie mogą tylko żałować, że taka proporcja jak w 2006 r. się nie utrzymała. O ile Poznań konsekwentnie pnie się w górę to łódzkie lotnisko popadło w letarg.

niedziela, 11 stycznia 2009

Aquapark Fala

Po wielu latach udało się ponownie otworzyć kąpielisko o nazwie Fala. Chociaż pozostawienie dawnej nazwy wydawało się uzasadnione to dziś wydaje się, że "Fala" to raczej synonim klątwy. Nowoczesny basen był Łodzi bardzo, bardzo potrzebny. Nie przypadkiem wymieniam otwarcie Fali w pierwszej kolejności. Łódź praktycznie nie ma latem własnych kąpielisk a liczba basenów jest bardzo skromna. W przypadku Fali nie chodzi jednak o miejsce do pływania. Aquapark na mapie miasta to o wiele więcej niż kolejny basen. To miejsce gdzie się spędza czas. To jedna z tych rzeczy, które decydują o tym czy w mieście można coś robić. Szczególnie czuć to podczas rozmów z mieszkającymi w Łodzi managerami z zagranicy. Skarżą się oni, że niby duże miasto a nie ma gdzie pójść. No, bo też ile czasu można krążyć po Manufakturze? Efekt jest taki, że zazwyczaj większość menagerów w Łodzi tylko pracuje, a rodziny mieszkają w Warszawie.

Ale wracając do Fali to, choć sam Aquapark jest podobny do innych obiektów w kraju to inwestorom udało się skutecznie położyć jego promocję. Przede wszystkim popełniono grzech przereklamowania. Łodzianom obiecano, bowiem dawną Falę, czyli wielki tani basen dla każdego. Gdyby miasto było na niego stać to dawna Fala nigdy by w ruinę nie popadła. Tymczasem prywatny inwestor owszem zbudował aquapark a potem o zgrozo wprowadził opłaty za wstęp! Tutaj zresztą popełniono kolejny błąd. Ceny ustalono tak jakby wcześniej nie przeprowadzono żadnych badań. Albo gorzej przeprowadzono analizy, ale zapomniano o jednym ważnym fakcie. Miasto tak bardzo chwaliło się swoim wkładem i tym, że będzie aqupark, że mieszkańcy uznali, że Fala to miejskie kąpielisko. Ceny okazały się, więc szokiem, a inwestor dodatkowo strzelił sobie w stopę ustalając minimalny czas pobytu na trzy godziny...

To, że potem zasady zmieniono za wiele chyba nie pomogło. Co gorsza teraz okazuje się też, jaką siłę przyciągania ma Łódź. Drugie co do wielkości miasto w Polsce ściągnęło do budowy aquaparku firmę, która zaskakująco łatwo traci płynność finansową. Fakt, że do dziś basen nie jest wykończony to skandal tym bardziej, że wielu podwykonawców nie dostało zapłaty. Cierpią więc lokalne firmy, a łodzianie mają "prawie gotowy" aquapark.

Jakby tego mało to mniej życzliwi mogą szybko wysnuć wniosek, że łódzki rynek usług jest wyjątkowo płytki a tutejsi mieszkańcy zbyt biedni by korzystać z Fali. I będzie w tym zapewne ziarno prawdy. Gdyby jednak od początku rozsądnie prowadzono politykę marketingową i cenową to nikt by sobie tym dziś głowy nie zaprzątał.

Przyszłość Fali jest pozornie marna. Inwestor jest zadłużony a miasto nie chce go dofinansować. Szczęśliwie jednak w przypadku upadłości Łódź nie musi wcale stracić swego największego basenu. Obiekt jest już uruchomiony i działa. Bardzo możliwe, że po plajcie znajdzie się inny inwestor, który odkupi majątek Fali i zapewne nieźle na nim zarobi. Dla mnie nie ma znaczenia, kto zarządza basenem, ważne by był i oferował coraz więcej atrakcji.

czwartek, 08 stycznia 2009

Ten rok ma być szczególnie dobry dla branży BPO. Szeroko rozumiany outsourcing ma być opłacalny zwłaszcza podczas kryzys finansowego. Firmy szukając oszczędności mają zlecać np. księgowość innym firmom, które się w tym specjalizują. Na tym z grubsza polega BPO. Ta branża wymieniana jest również jako przyszłościowa dla Łodzi. Daje ona bowiem często lepsze miejsca pracy niż przemysł. Na razie największymi inwestorami w Łodzi są firmy produkcyjne z branży AGD czy montownia Dell. Z nowoczesnymi technologiami niestety nie mają one za wiele wspólnego. Aby mieć w nich pracę nie trzeba wyższego wykształcenia, choć w cenie jest ukończone technikum. Malutki przyczółek czegoś innego niż fabryka zbudował tylko Siemens, które zastanawia się w Łodzi nad tym jak ulepszyć swoje suszarki do ubrań.

BPO ma zaś dawać pracę tym, co studia skończyli i znają języki obce. Jak to wygląda w Polsce?

Źródło mapki: PAIiIZ

Łódź na pozór nie wygląda źle, ale diabeł tkwi w szczegółach. Łódzkie BPO dramatycznie odstaje od tego co oferują Kraków, Wrocław, Warszawa i Trójmiasto. W Łodzi ze znanych firm w UE i USA są tylko Accenture i General Electric. Ta pierwsza to jednak tylko filia oddziału w Warszawie, a GE zatrudnia niewiele osób. Philips, który był dobrze rozpoznawalną marką z Łodzi zrezygnował i teraz jego księgowość prowadzi tutaj indyjski Infosys. Ten zaś "reklamuje" nas jako najtańsza siła robocza znająca angielski po Indiach.

Niestety mamy w Łodzi same call-center, czyli najniższa pólka, wszystkie inwestycje gdzie zatrudniają specjalistów omijają Łódź szerokim łukiem. Nie udało się ściągnąć ani jednej liczącej się firmy, która byłaby okrętem flagowym jak Motorola choćby w Krakowie czy HP w Wrocławiu.

O przenosinach do Łodzi nie wspomina nawet Dell. Owszem produkcję komputerów z Irlandii do Łodzi chętnie przeniosą, ale działu rozwojowego i usług już nie. Tymczasem skoro wszyscy eksperci podkreślają, że ten rok ma być dla BPO kluczowy to miasta powinny o dobre inwestycje walczyć. Władze Łodzi w prasie zapewniają, że tak właśnie zrobią. A skoro tak mówią to... znaczy, że mówią i nic więcej.

Dopiero co wróciłem z Krakowa. Tam na każdym kroku widać, że miasto z całych sił walczy o młodych ludzi i dobrą pracę dla nich. Na każdym prawie skrzyżowaniu billboardy z hasłem "Specjalista a nie wklepywacz." I taką na razie mamy różnice między Łodzią a polskim centrami usług. Tylko inwestorzy z wyższej półki są w stanie zaoferować atrakcyjniejsze zarobki i ścieżki kariery. Jeśli miato już w ogóle nie mówi o lokalnej przedsiębiorczości to niech chociaż staje na głowie by ściągnąć z zagranicy to co najlepsze. Inaczej nie zatrzyma tu młodych ludzi...

A Kraków tymczasem:

www.efektywni.com.pl

Warto zajrzeć i zobaczyć jak inni się stają...

niedziela, 28 grudnia 2008

Gdy wraz z wejściem do Unii Europejskiej otworzył się brytyjski rynek pracy co roku powtarzał się ten sam scenariusz. Już na dwa tygodnie przed Bożym Narodzeniem trudno było znaleźć miejsce w samolocie lub autokarze do Polski. Zarobkowi emigranci chcieli bowiem chociaż przez parę dni pobyć w kraju, spotkać rodzinę i znajomych. Ale coraz wyraźniej widać, że powoli ten trend się zmienia. Co się stało, że w tym roku emigranci tłumnie nas nie odwiedzili?

Wytłumaczeń jest kilka. Pierwsze proponują ekonomiści. W skrócie o brak chęci odwiedzin Polski w Święta winią oni kryzys finansowy. Brytyjski funt nie jest już wart tyle co choćby rok temu, linie lotnicze mają kłopoty i tną liczbę połączeń, a ludzie liczą każdy grosz i chcą oszczędzić choćby na biletach. Poza tym kryzys nawet jeśli nie dotyka bezpośrednio to wpływa na nasze wyobrażenia o przyszłości. Wiele osób świadomie lub nie zaczyna zaciskać pasa i ogranicza świąteczne wydatki. Tyle ekonomiści.

Dla mnie o wiele ciekawszy wydaje się wątek socjologiczny. Interesujące obserwacje poczyniono na łódzkim lotnisku. Okazało się, że w tym roku przed Bożym Narodzeniem wyjątkowo dużo osób... wylatuje do UK. Tak to nie pomyłka, tym razem pełne były samoloty lecące na Wyspy! Wśród nich łatwo było dostrzec mnóstwo osób starszych. To rodzice lecieli na Święta do swoich dzieci. I bynajmniej nie tylko dlatego, że dzieci nie miały pieniędzy na przylot do Polski. Tym razem emigrantom chodziło o to by pokazać, że tej w całej Anglii, Irlandii, Szkocji czy Walii można się urządzić. Co to oznacza w praktyce? Ano, że Ci co wyjechali kilka lat temu radzą sobie nie najgorzej i bynajmniej nie palą się do powrotu. Święta urządza się przecież w domu. Dla coraz większej liczby osób najwyraźniej UK jest już pełnoprawnym domem. Nie znaczy to, że już nigdy nie wrócą oni do Polski. Zapewne zrobią to ale nieprędko, być może dopiero w wieku emerytalnym. Jeśli zaś kupią tam nieruchomości na własność i poślą dzieci do brytyjskich szkół to bardzo możliwe, że oni sami lub ich dzieci wybiorą życie na Wyspach.

Czy to dla Łodzi dobrze czy źle? Źle by wyjechali Ci bardziej zaradni, ciekawi świata i przebojowi. Można też powiedzieć, że wyjechali Ci najbardziej zdesperowani, ale tak czy owak prognozy demograficzne są dla Łodzi bardzo niekorzystne i odpływ młodych ludzi to bardzo zły znak. Ale jest i druga strona medalu. Czy ludzie Ci zostając w Łodzi na pewno mieliby pracę? Lepiej by kojarzyli Łódź z miejscem urodzenia niż z miejscem gdzie musieli klepać biedę jako bezrobotni. Na razie też nie bardzo mają do czego wracać, a pracodawcy wcale na nich nie czekają, ale to już temat na kolejny wpis.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11